Jakie są perspektywy dla złota na 2020 rok?

Jakie są perspektywy dla złota na 2020 rok?

W 2019 roku złoto zaliczyło dawno niewidziany przez wszystkich rajd cenowy, który sprawił, że inwestycja w królewski kruszec przyniosła w ciągu 12 miesięcy dwucyfrowe zyski. Wraz z rosnącym napięciem politycznym na świecie rośnie też presja na wzrost ceny metali szlachetnych, które przez wielu inwestorów są odbierane jako aktywo safe heaven w czasach niepokoju. Jakie są więc perspektywy dla złota na najbliższy rok według zdarzającego funduszem inwestycyjnym opartym o inwestycje na rynku złota, który w 2019 roku przyniósł ponad 40% zwrotu?

Niedawno na portalu Strefa Inwestorów pojawił się interesujący wywiad z głównym zarządzającym funduszem PKO Akcji Rynku Złota, Radosławem Pelą. Trafnie podsumował on minioną dekadę pod względem inwestycji i wskazał kilka trendów na 2020 rok. Oto część tej rozmowy:

Piotr Rosik (Strefa Inwestorów): Czy widzimy na złocie początek „wielkiego rynku byka”, jak wskazują niektórzy eksperci?

Radosław Pela (PKO TFI): Dobre pytanie, ale niełatwo na nie odpowiedzieć. Wydaje się jednak, że złoto generalnie, od wielu lat, jest w długoterminowym trendzie wzrostowym i niedużo wskazuje na to, by to się miało zmienić. W kategorii prawdopodobieństwa trudno to jednak dokładnie określić.

Poprzedni jak Pan to nazwał „wielki rynek byka” trwał ponad 10 lat i mocno przyspieszył po zamachach na World Trade Centre z września 2001 roku. Zmieniło się wówczas zasadniczo postrzeganie przyszłości. Okazało się, że na świecie jest o wiele mniej bezpiecznie w sensie fizycznym, niż się dotychczas wydawało. A ponieważ złoto to przede wszystkim swego rodzaju ubezpieczenie, to dlatego jego cena zaczęła iść mocno w górę. Odpowiedź na pańskie pytanie równoważna jest wiedzy czy w przyszłości ludzie będą potrzebowali właśnie takiego zabezpieczenia i czy w takiej skali, jak sugeruje bieżąca cena rynkowa złota.

Piotr: Uważa Pan, że kryptowaluty mogą wygrać konkurencję ze złotem?

Radosław: Kryptowaluty są raczej spekulacyjnym dobrem inwestycyjnym i mają dużo mniejsze możliwości stania się ogólnie akceptowalnym środkiem wymiany, czyli pieniądzem. Ktoś może powiedzieć, że Bitcoin próbuje być tym pieniądzem, że przecież są w nim rozliczane transakcje. Ale zasadniczo bardzo daleko jest mu do cech, które jako potencjalny światowy pieniądz posiada złoto czy amerykański dolar. Najważniejsze cechy to zaufanie i powszechna akceptacja danego medium wymiany jako pieniądza. Ważna jest też odpowiednia płynność, dostępność, szybkość i bezpieczeństwo rozliczeń oraz baza monetarna. No i zaszyta wewnętrzna inflacja, pozwalająca na wzrost gospodarki.

W pierwszym aspekcie wiarygodność jest nadal dyskusyjna, ale w przypadku niektórych kryptowalut wzrasta. W drugim, by zrównać się poziomem z dolarem odnośnie jego udziału w ogólnej globalnej bazie monetarnej świata, złoto potrzebowałby wzrosnąć w cenie około 5 razy, bitcoin – najważniejsza, ciesząca się największym zaufaniem na dziś kryptowaluta - około 1000 razy. Ilość energii potrzebna do tego, aby wykreować tę cenę, jest ekonomicznie niemożliwa do osiągnięcia. Już dziś dla rozliczania transakcji i bieżącego wydobycia, bitcoin zużywa rocznie ilość energii porównywalną z zapotrzebowaniem średniej wielkości europejskiego kraju. W przeciwieństwie do złota - poprzez ograniczenie poziomu docelowego wydobycia - bitcoin ma też zaszyty w sobie czynnik deflacyjny. Górnicza produkcja złota podnosi natomiast jego „bazę monetarną” o około 1,5% rocznie, przy wyższej cenie, w przeciwieństwie do bitcoina, to dokładanie do bazy monetarnej będzie przyspieszać.

Pamiętać jednak należy, że najważniejszy jest czynnik nr 1, czyli zaufanie do waluty i jej pełna powszechna akceptacja. Pamiętajmy też, że nie można mówić ogólnie o kryptowalutach, bo różnice między nimi są olbrzymie, podobnie zresztą jak pomiędzy dolarem USA a dolarem Republiki Namibii.

Podsumowując, akceptacja bitcoina jako środka uniwersalnego medium wymiany jest możliwa, ale bardzo mało prawdopodobna. Jego akceptacja jako bardzo ryzykownego, ale jednak akceptowalnego medium dla przechowywania wartości, już dawno się dokonała.

Piotr: A czemu ludzie wciąż używają walut papierowych, skoro banki centralne tak bardzo obniżają ich wartość w stosunku do złota? Czemu nie widać erozji zaufania do fiat money?

Radosław: Tam, gdzie to zaufanie spada, zawsze przechodzi się na rozliczenia w walutach, które zaufanie wciąż posiadają. Najczęściej, jeśli nie zawsze, w ostatnim stuleciu były to dolar amerykański i złoto.

Piotr: Czy złoto podczas kolejnego kryzysu zachowa się jak safe haven?

Radosław: Pytanie co Pan rozumie po pojęciem „kryzys”. Ja rozumiem pod tym pojęciem wojnę, rewolucję, prawdziwą zapaść ekonomiczną. Sytuację, w której zagrożone jest życie tysięcy ludzi, w której jest olbrzymi deficyt zaufania. Na przykład podczas i po rewolucji październikowej, czy podczas wojen światowych, złoto realnie traciło na wartości. Podejrzewam, że podczas kolejnej wojny czy rewolucji byłoby podobnie. Złoto pewnie byłoby walutą, za którą kupowano by niezbędne do przeżycia dobra – takie jak woda, żywność, broń czy paliwo – i wartość tych dóbr w relacji do złota zapewne znacząco by wzrosła.

Jeśli pod pojęciem kryzysu rozumie Pan bessę na giełdzie, to proszę zobaczyć, że złoto w roku 2008 - czyli w roku bankructwa Bear Stearns i Lehman Brothers - nie zachowywało się rewelacyjnie. Jego cena w 2008 roku niemal się nie zmieniła, notując w ciągu roku incydentalne silne spadki, zwłaszcza w okresie, w którym decydowało się bankructwo drugiej z tych instytucji. W ujęciu długoterminowym, patrząc na wykres złota, widzimy, że rok 2008 - czyli ostatni większy kryzys finansowy - był zaburzeniem, czy korektą, w długoterminowym silnym trendzie wzrostowym złota zapoczątkowanym około 10 lat wcześniej. Intuicyjnie czujemy, że złoto powinno rosnąć w czasie bessy. W 2008 roku było jednak odwrotnie, podobnie zresztą jak i w 2015 roku. W tym roku korelacja ta też jest raczej pozytywna. Jednocześnie znajdziemy w historii wiele okresów z realną negatywną korelacją oraz wiele okresów bez jakiejkolwiek korelacji. Nie ma więc pewnej i stałej negatywnej korelacji złota z rynkiem akcji.

Na pewno historycznie więcej ewidentnych korelacji pozytywnych możemy znaleźć, porównując zachowanie cen złota i długoterminowych obligacji rządu USA, lecz tutaj też z mocnymi wyjątkami.

Piotr: A jak będzie wyglądała w najbliższej przyszłości relacja między złotem a dolarem?

Radosław: Stała negatywna korelacja między złotem a dolarem amerykańskim to również mit. W długim okresie jest ona bardzo niska. Oczywiście, spadek zaufania do amerykańskiej waluty w związku np. z polityczną czy ekonomiczną sytuacją tego kraju będzie promował złoto wobec dolara, ale taka sama sytuacja w Europie będzie promowała teoretycznie zarówno złoto, jak i dolara.

Piotr: Dlaczego, skoro FED drukuje dolary na potęgę?

Radosław: Za tą walutą stoi potężna gospodarka oraz ogromny potencjał militarny co automatycznie przekłada się na bardzo wysokie zaufanie. Poza tym inni, w tym Europa, drukują do wyższej potęgi.

Piotr: Skąd przyjdzie w najbliższym czasie największy popyt na złoto?

Radosław: Obecnie największe zmiany popytu na złoto generuje segment inwestycyjny. Popyt z przemysłu czy z branży jubilerskiej jest zdecydowanie mniej istotny. Sądzę, że popyt inwestycyjny będzie nadal rósł. Wciąż negatywnie zmienia się geopolityka i percepcja pewności ogólnego bezpieczeństwo na świecie i póki tak będzie złoto jako aktywo quasi-ubezpieczeniowe powinno zachowywać się co najmniej przyzwoicie. Największe zmiany popytu wywołują jednak fundamentalne dla postrzeganie przyszłości świata nieoczekiwane jednorazowe zdarzenia. Tak było w 2001 roku po zamachu na WTC, tak było w 1971 po złamaniu przez USA umowy z Bretton Woods.

Piotr: Czy według Pana są inne metale przemysłowe lub szlachetne, które mają większy potencjał wzrostowy niż złoto?

Radosław: Na pewno takie są, ale które, to się dopiero dowiemy. Możemy przywołać tutaj np. wzrost cen niektórych metali z grupy platynowców w ostatnich kliku latach, a dokładniej palladu i rodu. Z uwagi na spadające ceny platyny i tym samym pogarszającą się sytuację finansową lokalnych producentów w RPA oraz sytuację gospodarczą tego kraju, wydobycie palladu i rodu znacznie spadło, a popyt - z uwagi na coraz większe zapotrzebowanie ze strony przemysłu motoryzacyjnego i lotniczego, w tym w wyniku coraz wyższych norm środowiskowych - dramatycznie wzrósł. Efekt? Pallad i rod znacznie pokonał złoto w ostatnich latach, jeśli chodzi o stopę zwrotu.

Maciej Kmita